Jest miłości, jest szczęście. Radość i uśmiech. Ale jest też (coraz częściej myśl) że są ludzie którzy właśnie teraz się cieszą że mogli mnie oszukać, okłamać, igrać z uczuciami. Po śmiać się jak mnie nie wiedzą, a widzieli. Uświadamiam sobie że to co schowałam, zmiotłam pod dywan w głowie wróciło i teraz i od tygodni mi szepcze że jestem strasznie okropna, nikt mnie polubi, ani nie pokocha. Są ci co są po to by mieć wieczorami się z czego śmiać. I udowadniać wszystkim którzy we mnie nie wierzą że taka jaka jestem to jest prawda. Głupia, naiwna i niewarta jakiegoś uczucia. Mam ochotę zażyć tabletki na uspokojenie i zasnąć nie budzić się. Byłam tylko ciekawa czy ktoś się przejmie mną. Czy powie " W końcu sobie coś zrobiła i dała sobie spokój z męczeniem mnie, już jej nie ma" ..... A może będzie ktoś kto ze chce mnie ratować, zacznie prości moje niewładne ciało o powrót i bycie znów sobą, tą beznadzieją ale sobą. Może ktoś tak chce, może nie.
Chce napisać komuś " kocham cię, śpij dobrze.. kiedyś znów cię pocałuje, ale teraz mój czas nadszedł aby odejść od tych którzy mnie nie chcą.."
Tyle że wiem od tej osoby rodziny że to dzięki mnie jest teraz szczęśliwy, odrodził się na nowo. Że to niby ja byłam jego lekarstwem na smutek. On działa na mnie podobnie, ale ja swój problem chowam na czas jego obecności, bo boje się mu powiedzieć że jestem słaba. Że znów się poddałam i nie walczę, nie wierzę. Brak mi sił na walkę, że dając mi nadzieje, jak odgadł mój smutek. Prosząc mnie o walkę i wiarę w samą siebie jak po 4 miesiącach jestem w czarnej dupie płacząc w koncie i mając ochotę skończyć katusze ludzi którzy muszą mnie oglądać. I się ze mną męczyć.